<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom">
  <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2019:category:tumaczenia</id>
  <title>Daniel Janus – tłumaczenia</title>
  <link href="http://plblog.danieljanus.pl/category/tumaczenia/"/>
  <updated>2013-05-22T00:00:00Z</updated>
  <author>
    <name>Daniel Janus</name>
    <uri>http://danieljanus.pl</uri>
    <email>dj@danieljanus.pl</email>
  </author>
  <entry>
    <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2013-05-22:post:bandsmen</id>
    <title>Szaleniec ze zdalnym detonatorem</title>
    <link href="http://plblog.danieljanus.pl/bandsmen/"/>
    <updated>2013-05-22T00:00:00Z</updated>
    <content type="html">&lt;div&gt;&lt;p&gt;Dzisiejszy &lt;em&gt;Evening Standard&lt;/em&gt; przywitał mnie wielkim tytułem na okładce:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;&lt;a href="http://www.standard.co.uk/news/crime/ira-hyde-park-bombing-john-anthony-downey-61-is-charged-with-murders-of-four-soldiers-in-1982-8626847.html"&gt;MAN IS CHARGED WITH 1982 HYDE PARK BOMBINGS&lt;/a&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;W lipcu 1982 roku w londyńskich parkach Hyde Park i Regent's Park odbywały się uroczystości wojskowe. Doszło do dwóch eksplozji, wywołanych, jak później ustalono, wybuchami zdalnie zdetonowanych bomb domowej roboty. W Hyde Parku zginęło czterech kawalerzystów z regimentu Blues &amp; Royals, a w Regents Parku bomba umieszczona pod sceną zabiła siedmiu muzyków wojskowych z Royal Green Jackets. Osoba podejrzana o zdetonowanie pierwszej bomby została właśnie zatrzymana na lotnisku Gatwick.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Gdyby chodziło o inny incydent z powojennej historii Wielkiej Brytanii, prawdopodobnie niewiele by mi to powiedziało. Bardzo mało wiem o północnoirlandzkich dążeniach zjednoczeniowych, a prawie nic o IRA – i na pewno nie byłbym w stanie wymienić innego zamachu. Tymczasem o tym słyszałem wcześniej. Skąd?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jakiś czas temu próbowałem zmierzyć się z tłumaczeniem tekstu utworu „The Gunner’s Dream” Pink Floyd, o którym już tu kiedyś &lt;a href="http://plblog.danieljanus.pl/blog/2011/02/28/sen-elektryka/"&gt;pisałem&lt;/a&gt;. Zmusiło mnie to do dokładnego przeczytania tekstu i zastanowienia się nad znaczeniem tych fragmentów, nad którymi do tej pory się prześlizgiwałem. Zacząłem więc drążyć i odkrywać liczne Watersowe odniesienia literackie, kulturowe i historyczne.&lt;/p&gt;&lt;iframe width="100%" height="500" src="https://www.youtube.com/embed/g9mhU1mm5P0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;
&lt;p&gt;W ten sposób dowiedziałem się, że końcówka frazy „...space between the heavens and the corner of some foreign field” to nawiązanie do sonetu &lt;em&gt;&lt;a href="http://www.famousliteraryworks.com/brooke_the_soldier.htm"&gt;The Soldier&lt;/a&gt;&lt;/em&gt; Ruperta Brooke’a, poety, którego można nazwać „angielskim Baczyńskim” ze względu na jego śmierć w I wojnie światowej w niecały rok po napisaniu tego wiersza, który w ten sposób stał się czymś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni. Motyw pól pierwszowojennych powraca zresztą na tej płycie kilkakrotnie, jak w „Southampton Dock”, gdzie „mute reminder of the poppy fields and graves” przywodzi na myśl sztuczne czerwone maki, jakie widzi się na londyńskich ulicach wpięte w klapy marynarek w Remembrance Day.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tak dowiedziałem się też, o co chodzi w owym fragmencie mówiącym dosłownie o „szaleńcach, którzy za pomocą zdalnie sterowanych urządzeń przedziurawiają muzyków”, o którym przypomniał mi dzisiejszy artykuł.&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;you can relax on both sides of the tracks, &lt;br&gt; and maniacs don't blow holes in bandsmen by remote control&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;To byłoby bardzo trudne do dosłownego oddania po polsku. Z jednej strony mamy tu efekt akustyczny przywodzący na myśl eksplozję, wywołany przez instrumentację głoskową w „dOn't blOw hOles iN BandsMeN By”, a z drugiej – niedostatek ekwiwalentów: „bandsman” to przede wszystkim „muzyk wojskowy”; nie ma też zwięzłego, jednosłowowego odpowiednika „remote control” innego niż „pilot”, ale jego użycie wywołałoby niepożądane skojarzenie ze sprzętem RTV.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ze względu na te trudności, a także mając świadomość niezrozumiałości tego odwołania sprzed trzydziestu lat dla nie-Brytyjczyka, zdecydowałem się na zastąpienie w mojej wersji zamachu w Regents Parku innym zamachem, którego echa wciąż jeszcze brzmią silnie na całym świecie: „...gdzie spokojnie trwać możesz w wierze, że / w wieże dwie samolot żaden nie wbije się...”&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Oto efekt próby (oryginalny tekst do znalezienia na przykład &lt;a href="http://www.azlyrics.com/lyrics/pinkfloyd/gunnersdream.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;) -- jestem boleśnie świadom jego niedostatków i niedorastania do pięt oryginałowi, ale skoro, jak wieść niesie, istnieją wersje &lt;a href="http://www.redcoon.pl/Z35504301184KS-In-Rock-Roger-Waters-PINK-FLOYD-Antologia-tekst%C3%B3w-i-przek%C5%82ad%C3%B3w-1968-2002_Sztuka"&gt;jeszcze gorsze&lt;/a&gt;, myślę, że warto próbować.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;SEN KANONIERA&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;wspomnień kłąb&lt;br/&gt; przez mgłę chmur&lt;br/&gt; strumieniem spływa na spotkanie ze mną w dół —&lt;br/&gt; lecz gdzieś w przestrzeni między niebem a małym skrawkiem obcych ziem —&lt;br/&gt; tam miałem sen,&lt;br/&gt; tak, miałem sen.&lt;br/&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;żegnaj, Max,&lt;br/&gt; Mamo, pa...&lt;br/&gt; po nabożeństwie, w chłodzie listopadowego dnia,&lt;br/&gt; do samochodu kroczysz z nią, a pasemka jej włosów srebrzy szron,&lt;br/&gt; słyszysz bijący dzwon, na przypasaną zerkasz broń,&lt;br/&gt; i gdy spływają łzy na przepaskę, co jej zdobi skroń,&lt;br/&gt; ujmujesz jej dłoń i chwytasz za ten sen.&lt;br/&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;miejsce, gdzie jest&lt;br/&gt; co jeść, gdzie spać,&lt;br/&gt; gdzie stary wiarus może na ulicy stać,&lt;br/&gt; gdzie możesz głośno mówić o wątpliwościach i obawach,&lt;br/&gt; i gdzie nie znika nikt, i żaden ciężki but wojskowy nie kopie w twoje drzwi,&lt;br/&gt; i gdzie spokojnie trwać możesz w wierze,&lt;br/&gt; że w wieże dwie samolot żaden nie wbije się,&lt;br/&gt; i gdzie nie trzeba martwić się o wikt,&lt;br/&gt; i nikt już nie zabija dzieci, nikt,&lt;br/&gt; nikt już nie zabija dzieci, nikt.&lt;br/&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;noc w noc i wciąż, krążąc po umysłu dnie,&lt;br/&gt; ten sen w szaleństwo wpędza mnie________.&lt;br/&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;na małym skrawku obcej ziemi kanonier dzisiaj śpi,&lt;br/&gt; już; stało się&lt;br/&gt; i nie da się wymazać ostatnich scen —&lt;br/&gt; pamiętaj ten sen,&lt;br/&gt; pamiętaj.&lt;/p&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2013-02-01:post:tlumaczenia-technologiczne</id>
    <title>O książkach technologicznych i ich tłumaczeniach</title>
    <link href="http://plblog.danieljanus.pl/tlumaczenia-technologiczne/"/>
    <updated>2013-02-01T00:00:00Z</updated>
    <content type="html">&lt;div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;Trudna rzecz jest jeden język drugim językiem dostatecznie wyrznąć.&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="text-align: right;"&gt;-- Jan Leopolita (1523--1572)&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;&lt;h2 id="rodzaje-książek-informatycznych"&gt;Rodzaje książek informatycznych&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Mam zasadę dotyczącą książek informatycznych: nie kupuję niczego, co ma w tytule nazwę konkretnej technologii. (Purystów z góry przepraszam za użycie tego słowa, mając świadomość jego &lt;a href="https://groups.google.com/d/msg/pl.comp.programming/UH4hrQWBCPo/ILTtM_GEfO8J"&gt;pretensjonalności&lt;/a&gt;; ale nie znam innego polskiego określenia, które by zbiorczo obejmowało konkretne języki programowania, systemy operacyjne, platformy wykonawcze, serwery aplikacji, architektury itd.) Po pierwsze, technologie pojawiają się i znikają, wciąż ukazują się ich nowe wersje, i w efekcie czas życia książki opisującej, dajmy na to, konkretną implementację jakiegoś języka programowania na ogół bywa nie dłuższy niż kilka lat. Można wręcz mówić o „okresie półtrwania”, po którym połowa informacji zawartej w książce jest już nieaktualna.  Po drugie, i może ważniejsze, tego typu publikacje często wnoszą niewielką wartość dodaną w porównaniu do dokumentacji: od książki oczekuję, że nie tylko przekaże mi suche instrukcje, ale także idee, które w jakiś sposób wzbogacą mój warsztat i zostaną ze mną na dłużej. Dlatego do poduszki wolę poczytać o &lt;a href="http://www.amazon.co.uk/Kernel-Methods-Pattern-Analysis-Shawe-Taylor/dp/0521813972"&gt;uczeniu maszynowym za pomocą metod jądrowych&lt;/a&gt; niż o &lt;a href="http://www.amazon.co.uk/Pro-IBM-WebSphere-Application-Professionals/dp/1430219580"&gt;bebechach serwera aplikacyjnego&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Rzecz jasna, jak od każdej zasady, tak i od tej istnieją wyjątki. Bywa, że technologia na tyle wryła się w informatyczny krajobraz, że nie grozi jej szybkie przeterminowanie, a dana książka uznawana jest za kanoniczny opis technologii, nie zaś tylko dodatek &lt;em&gt;post hoc&lt;/em&gt; (jak &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_ANSI_C"&gt;K&amp;R&lt;/a&gt; do C czy &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Programming_Perl"&gt;Księga Wielbłądzia&lt;/a&gt; do Perla). Zdarza się też i tak, że książka opisuje język czy środowisko, którego akurat intensywnie używam lub przymierzam się do intensywnego używania, i wtedy mam szansę odnieść z niej dużą korzyść. Tak było z &lt;em&gt;&lt;a href="http://pragprog.com/book/shcloj/programming-clojure"&gt;Programming Clojure&lt;/a&gt;&lt;/em&gt; Stuarta Hallowaya, której pierwsze wydanie kupiłem niedługo po jego ukazaniu się z górą trzy lata temu, a drugie, zmienione i uaktualnione (a jakże!) wkrótce &lt;a href="http://helion.pl/ksiazki/programowanie-w-jezyku-clojure-stuart-halloway-aaron-bedra,proclo.htm"&gt;ukaże się po polsku&lt;/a&gt; nakładem &lt;a href="http://helion.pl/"&gt;Helionu&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po przeczytaniu darmowej próbki nasunęły mi się wątpliwości odnośnie samego tłumaczenia, a w ślad za nimi myśli dotyczące polskich tłumaczeń literatury informatycznej w ogóle. Spróbuję je poniżej zebrać.&lt;/p&gt;&lt;h2 id="o-clojure-po-polsku"&gt;O Clojure po polsku&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Od razu powiem, że ogólny poziom przekładu Tomasza Walczaka uważam za wysoki: tekst jest spójny, nośny i pozbawiony błędów merytorycznych. Czepianie się szczegółów, które za chwilę nastąpi, ma być nie tyle krytyką, co raczej próbą uświadomienia sobie, dlaczego mimo wszystko „Programowanie w języku Clojure” czyta mi się mniej płynnie niż oryginał angielski; a także zwrócenia uwagi na problemy, z jakimi musi się zmierzyć tłumacz. Zasygnalizuję więc pewne zagadnienia, ale wcale nie mam pewności, czy potrafiłbym rozwiązać je lepiej, albo nawet – czy w ogóle się da.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Bo wydawałoby się, że tłumaczenie tekstu informatycznego jest czynnością bez porównania prostszą niż na przykład poezji, gdzie trzeba ważyć każde słowo, prawda? Tymczasem rodzi ono zupełnie nowe problemy. Tłumacz zmuszony jest często wymyślić od nowa terminologię z zakresu wąskiej dziedziny, o której po polsku się nie pisze lub pisze się rzadko lub nieformalnie; podjąć pewne nierzadko arbitralne decyzje i konsekwentnie się ich trzymać; albo – jak zobaczymy – zadecydować, co zrobić z subtelnymi różnicami odcieni znaczeniowych pewnych pojęć.&lt;/p&gt;&lt;h3 id="lispa-czy-lispu?"&gt;Lispa czy Lispu?&lt;/h3&gt;&lt;p&gt;Tłumacz często używa formy &lt;em&gt;Lispa&lt;/em&gt; jako dopełniacza od rzeczownika &lt;em&gt;Lisp&lt;/em&gt;. A jak naprawdę powinna brzmieć ta forma? Zdania na ten temat są podzielone. Wydaje się, że tradycyjnie w środowisku utrwalona była postać &lt;em&gt;Lispu&lt;/em&gt; (zapewne nawiązująca do odmiany nazw innych wczesnych języków programowania: &lt;em&gt;Fortranu&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;COBOL-u&lt;/em&gt;), co potwierdza zarówno &lt;a href="http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=9081"&gt;poradnia językowa PWN&lt;/a&gt;, jak i słowniki: &lt;a href="http://sgjp.pl/"&gt;Słownik gramatyczny języka polskiego&lt;/a&gt; i słownik &lt;a href="http://www.sjp.pl/Lispu"&gt;sjp.pl&lt;/a&gt;. Forma &lt;em&gt;Lispa&lt;/em&gt; (być może urobiona przez analogię do odmiany nazw nowych języków: &lt;em&gt;Perla&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;Pythona&lt;/em&gt;) też jest żywa w uzusie, choć, jak się zdaje, nieznacznie ustępuje odmianie &lt;em&gt;Lispu&lt;/em&gt; (w &lt;a href="http://nkjp.pl/"&gt;Narodowym Korpusie Języka Polskiego&lt;/a&gt; znajdujemy jej 19 wystąpień wobec 33 wystąpień &lt;em&gt;Lispu&lt;/em&gt;).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dla kontrastu, słowo &lt;em&gt;Clojure&lt;/em&gt;, którego paradygmat odmiany (nieodmienne) nie budzi wątpliwości, pojawia się na ogół jako część sformułowania &lt;em&gt;język Clojure&lt;/em&gt;. Można by analogiczny zabieg przeprowadzić z &lt;em&gt;językiem Lisp&lt;/em&gt;. Albo pozostać przy formie &lt;em&gt;Lispu&lt;/em&gt;, która, choć zrazu brzmiała mi dziwnie, teraz wydaje się znacznie naturalniejsza niż &lt;em&gt;Lispa&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;&lt;h3 id="co-to-jest-instrukcja?"&gt;Co to jest instrukcja?&lt;/h3&gt;&lt;p&gt;Porównajmy taki fragment oryginału:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;&lt;code&gt;defrecord&lt;/code&gt; and related functions are covered in Section 6.3, &lt;em&gt;Protocols&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;z odpowiadającym mu tłumaczeniem:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Instrukcję &lt;code&gt;defrecord&lt;/code&gt; i powiązane funkcje omawiamy w podrozdziale 6.3, „Protokoły”.&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;Tłumacz – słusznie – uznaje, że po polsku to zdanie brzmiałoby koślawo bez wprowadzenia na początku rzeczownika określającego, cóż to jest owo &lt;code&gt;defrecord&lt;/code&gt;. Wybiera słowo „instrukcja”, które nie budziłoby żadnych sprzeciwów, gdyby to była książka o Pythonie albo C.  Tu jednak mam wątpliwości. Wiele języków programowania odróżnia wyrażenia od instrukcji, i w nich te drugie rozumiane są jako autonomiczne fragmenty wykonywalnego kodu potencjalnie zmieniającego stan programu. A przecież Clojure kładzie duży nacisk na niezmienność danych! Co więcej, w Clojure, jak we wszystkich Lispach i wielu innych językach funkcyjnych, tak rozumianych instrukcji nie ma (albo patrząc z innego punktu widzenia: termin ten jest tożsamy z terminem „wyrażenie”) -- kod programu po prostu składa się z wyrażeń.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jeśli więc nie instrukcja, to co? W angielskim &lt;a href="http://clhs.lisp.se/Body/26_a.htm"&gt;żargonie lispowym&lt;/a&gt; używane jest słowo &lt;em&gt;form&lt;/em&gt; na określenie obiektu, który ma być poddany ewaluacji. Jeśli ten obiekt jest listą, której pierwszy element jest symbolem (i w takim razie składnia i semantyka listy są wyznaczone przez ten symbol, który może nazywać funkcję, makro albo wbudowaną konstrukcję języka), to nazwy tego symbolu używa się często jako przydawki. Mówi się więc o „&lt;code&gt;defmacro&lt;/code&gt; forms”, „&lt;code&gt;defvar&lt;/code&gt; forms”, itd. To właśnie to określenie mógł tu pominąć Halloway. A jak jest po polsku &lt;em&gt;form&lt;/em&gt;? Znowu: nie ma powszechnej zgody. Można by to mechanicznie przełożyć na &lt;em&gt;forma&lt;/em&gt;, ale moim zdaniem nazwą mniej przeładowaną znaczeniowo i bardziej oddającą sens jest &lt;em&gt;formuła&lt;/em&gt;. W użyciu są obie wersje i w Google można znaleźć ich przykładowe wystąpienia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;(Na marginesie można oddać tłumaczowi sprawiedliwość, że Halloway tą elizją zdaje się sugerować, że &lt;code&gt;defrecord&lt;/code&gt; jest funkcją, gdy w rzeczywistości jest to makro. Z drugiej strony, makra w Clojure są w istocie funkcjami, których &lt;em&gt;vars&lt;/em&gt; (patrz niżej) mają ustawioną odpowiednią flagę, co powoduje specjalne traktowanie ich przez kompilator.)&lt;/p&gt;&lt;h3 id="zmienna-zmiennej-nierówna"&gt;Zmienna zmiennej nierówna&lt;/h3&gt;&lt;p&gt;Znowu zacznę od cytatu, tym razem najpierw dwóch kawałków tłumaczenia:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Nie występują tu zmienne, modyfikowalny stan ani rozgałęzienia.&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Przedrostek &lt;code&gt;#'&lt;/code&gt; oznacza, że funkcję zapisano w &lt;em&gt;zmiennej&lt;/em&gt; języka Clojure (...)&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;A tak wyglądają te fragmenty w oryginale:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;It has no variables, no mutable state, and no branches.&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;The prefix &lt;code&gt;#'&lt;/code&gt; indicates that the function was stored in a Clojure &lt;em&gt;var&lt;/em&gt; (...)&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;W polskim tłumaczeniu w obydwu tych fragmentach pojawia się słowo &lt;em&gt;zmienna&lt;/em&gt;.  Tymczasem spojrzenie na oryginał ujawnia, że słowo to ma dwa różne odcienie znaczeniowe, z których każdy oddawany jest po angielsku inaczej: raz jest to &lt;em&gt;variable&lt;/em&gt;, a raz &lt;em&gt;var&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Co to jest &lt;em&gt;variable&lt;/em&gt;, wiadomo z innych języków: nazwane „pudełko” przechowujące wartość. (Zauważmy, że Halloway używa tego słowa mówiąc o zmiennych w Javie.)  Jest to termin ogólny i używany w kontekście wszystkich języków imperatywnych, jak C czy Perl. Natomiast &lt;em&gt;var&lt;/em&gt; jest terminem węższym i oznacza &lt;em&gt;jedną z clojurowych implementacji&lt;/em&gt; takiego pudełka. Dokładniej mówiąc, jest to obiekt klasy &lt;code&gt;clojure.lang.Var&lt;/code&gt;. Obiekty takie mają dwie charakterystyczne cechy, nietypowe dla zmiennych z innych języków, a odróżniające je od atomów, również podobnych do zmiennych:&lt;/p&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;wartości &lt;em&gt;var&lt;/em&gt; mogą być różne w różnych wątkach (przy czym istnieje koncepcja głównego wiązania, czyli wartości domyślnej, którą nowo utworzone wątki widzą dopóki jej sobie nie przesłonią własnym; takie wiązanie nie musi istnieć);&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;obiekty takie są pamiętane w przestrzeniach nazw: w istocie o przestrzeni nazw można myśleć jako o mapie wiążącej symbol z obiektem &lt;em&gt;var&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;p&gt;(Taka dychotomia nazewnicza jest endemiczna dla Clojure i ma również miejsce przy funkcjach: w angielskim slangu clojurowym mówi się o &lt;em&gt;fns&lt;/em&gt;, czytane „ef-ens”, co oznacza obiekty implementujące interfejs &lt;code&gt;clojure.lang.IFn&lt;/code&gt;).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To dopiero dylemat dla tłumacza! Nie mam pojęcia, co mógłbym tu zaproponować. Można by pozostać przy długim, doprecyzowującym określeniu „zmienna &lt;em&gt;języka Clojure&lt;/em&gt;” dla odróżnienia od „zmiennej” po prostu, ale ceną za to jest rozwlekłość. Nie wiem, czy można jej jakoś uniknąć.&lt;/p&gt;&lt;h3 id="insert-into-użytkownik-(imię)-values-(&amp;apos;judyto&amp;apos;)"&gt;INSERT INTO użytkownik (imię) VALUES ('Judyto')&lt;/h3&gt;&lt;p&gt;Ach, kod wypluwający komunikaty w języku naturalnym! Błogosławieni użytkownicy angielszczyzny, albowiem oni odmianą przez przypadki martwić się nie muszą. Halloway, na nieszczęście tłumacza, wpada na pomysł uogólnienia kanonicznego „Hello, world” vel „Witaj, świecie” poprzez sparametryzowanie witanego obiektu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Chciałoby się, żeby funkcja witająca zwracała się do użytkownika w wołaczu. Tłumacz osiąga to bez problemu:&lt;/p&gt;&lt;pre&gt;&lt;code class="hljs clojure"&gt;(&lt;span class="hljs-keyword"&gt;defn&lt;/span&gt; &lt;span class="hljs-title"&gt;hello&lt;/span&gt; [name]
  (&lt;span class="hljs-name"&gt;&lt;span class="hljs-built_in"&gt;str&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span class="hljs-string"&gt;&amp;quot;Witaj, &amp;quot;&lt;/span&gt; name))
&lt;/code&gt;&lt;/pre&gt;&lt;p&gt;I świetnie. Tylko, że trzeba wołać tę funkcję tak: &lt;code&gt;(hello "Janku")&lt;/code&gt;, co jest trochę nienaturalne. A co, jeśli oprócz wyświetlenia powitania chcemy imię zapisać też w bazie danych? Z drugiej strony, &lt;em&gt;licentia poetica&lt;/em&gt; tłumacza nie może sięgać tak daleko, żeby walnąć tu&lt;/p&gt;&lt;pre&gt;&lt;code class="hljs clojure"&gt;(&lt;span class="hljs-keyword"&gt;defn&lt;/span&gt; &lt;span class="hljs-title"&gt;witaj&lt;/span&gt; [imię]
  (&lt;span class="hljs-name"&gt;&lt;span class="hljs-built_in"&gt;str&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span class="hljs-string"&gt;&amp;quot;Witaj, &amp;quot;&lt;/span&gt; (&lt;span class="hljs-name"&gt;odmie&lt;/span&gt;ń imię &lt;span class="hljs-symbol"&gt;:wo&lt;/span&gt;łacz)))
&lt;/code&gt;&lt;/pre&gt;&lt;p&gt;!&lt;/p&gt;&lt;h2 id="warto,-nie-warto?"&gt;Warto, nie warto?&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Czy warto będzie kupić „Programowanie w języku Clojure” i przeczytać po polsku? Myślę, że tak, o ile ktoś jeszcze nie czytał po angielsku lub woli ojczysty język nawet kosztem drobnych nieścisłości. Jak już mówiłem, jestem pełen uznania dla pracy tłumacza i chylę czoła. Podziwiam!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mam za to wątpliwości, czy warto &lt;em&gt;w ogóle tłumaczyć&lt;/em&gt; książki o technologiach. W pierwotnym zamyśle reszta niniejszej notki miała stanowić rozważania na ten temat, ale rozważania techniczne tak się rozrosły, że wpis zrobiłby się za długi. Więc o tym następnym razem.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2010-11-15:post:toccata-galuppiego</id>
    <title>Wiersze nieprzetłumaczalne: Robert Browning, „Toccata Galuppiego”</title>
    <link href="http://plblog.danieljanus.pl/toccata-galuppiego/"/>
    <updated>2010-11-15T00:00:00Z</updated>
    <content type="html">&lt;div&gt;&lt;p&gt;„Nie ma wierszy nieprzekładalnych, są tylko leniwi tłumacze”. Taki aforyzm nieznanego autorstwa cytuje Stanisław Barańczak w „Ocalonym w tłumaczeniu”, zastrzegając się, że nie jest pewien jego słuszności. I choć Barańczak kontestuje istnienie takich wierszy, których on sam nie potrafiłby na polski przełożyć, nieprzekładalności dopatrując się raczej w tłumaczeniach w drugą stronę – ja od czasu do czasu, zastanawiając się nad tym, jak po polsku mógłby brzmieć ten lub inny wiersz, dochodzę do wniosku, że dobrze przetłumaczyć się go nie da. Dziś przykład: &lt;em&gt;Toccata Galuppiego&lt;/em&gt; (&lt;em&gt;A Toccata of Galuppi's&lt;/em&gt;) Roberta Browninga, wiersz z roku 1855 ze zbioru „Women and Men”.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Posłuchajmy pierwszej zwrotki:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;Oh, Galuppi, Baldassaro, this is very sad to find!&lt;br&gt; I can hardly misconceive you; it would prove me deaf and blind;&lt;br&gt; But although I take your meaning, ’tis with such a heavy mind!&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p&gt;Mówię „posłuchajmy”, a nie „popatrzmy” albo „przeczytajmy”, bo to jeden z tych wierszy, które &lt;em&gt;brzmią&lt;/em&gt;; w nim melodia tekstu jest co najmniej równie ważna, jak jego dosłowny sens. Napisałem tak, jak gdyby dało się oddzielić te dwie rzeczy, ale to nieprawda. Ten wiersz jest autotematyczny: jest o muzyce i zarazem jest muzyką. I to taką, która jest w stanie przenieść słuchacza w nigdy niewidziane krainy z całym ich bogactwem, tak, aby czuł tam swoją obecność niemal namacalnie. I właśnie przeniesienie tej muzyki w obszar naszego języka wydaje mi się niemożliwe do urzeczywistnienia.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jak bowiem mógłby wyglądać polski przekład? Jak musiałby oddać różne aspekty oryginału?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po pierwsze – rytm. W oryginale jest to peon trzeci z kataleksą, w którym każdy wers składa się z czterech stóp. Tak przynajmniej ja to słyszę; można też to traktować jako ośmiostopowiec trocheiczny (tak podobno pisał o nim sam Browning w liście do F. J. Furnivalla – podaję za wydaniem z komentarzami pod redakcją Woolforda i Karlina), ale moim zdaniem pierwsze akcenty w każdej parze trochejów są znacznie słabsze niż drugie. Jednak ta subtelna różnica jest mało istotna wobec pytania, jaki rytm wybrać dla polskiej wersji?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Już pierwszy półwers narzuca odpowiedź. Inwokacja do kompozytora wydaje się jednym z tych fragmentów, które trzeba pozostawić nienaruszone na swoim miejscu, a więc początek brzmiałby jakoś „O Galuppi, Baltazarze!” albo jakoś podobnie. Tak samo jak w oryginale, dwa peony, po których następuje średniówkowy oddech, pauza. A jeśli średniówka, to po niej drugi półwers powinien mieć mniej więcej tę samą długość, może skróconą o jedną sylabę. Do rozważenia są więc tylko dwa warianty:&lt;/p&gt;&lt;ul&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;czterostopowiec peoniczny (bez kataleksy, z rymami żeńskimi),&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;span&gt;czterostopowiec peoniczny z kataleksą, tak jak w oryginale.&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ul&gt;&lt;p&gt;Pierwszy wariant byłby łatwiejszy, bo z rymami żeńskimi jest w polszczyźnie znacznie mniejszy problem niż z męskimi (w każdej zwrotce, a jest ich piętnaście, trzeba znaleźć rym potrójny i to niebanalny!) Jednak wystarczy sobie to wystukać na stole, żeby usłyszeć, dlaczego tak się nie da:&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;em&gt;puk puk PUK puk / puk puk PUK puk / puk puk PUK puk / puk puk PUK puk&lt;/em&gt;&lt;br&gt; &lt;em&gt;puk puk PUK puk / puk puk PUK puk / puk puk PUK puk / puk puk PUK puk&lt;/em&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Słychać? Katarynka. Wciąż ten sam &lt;em&gt;puk-puk-PUK-puk&lt;/em&gt; przez sto osiemdziesiąt iteracji (3 * 15 * 4). Po dwudziestu paru razach można usnąć; przykuwający uwagę rytm oryginału, z dobitnymi ostatnimi sylabami, gdzieś uciekł.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A więc tak też nie. Rytm musi być dokładnie taki jak w oryginale, co skazuje nas na rymy męskie, z którymi, jako się rzekło, jest problem: słów jednosylabowych jest w języku polskim za mało. W „Oficjalnym słowniku polskiego scrabblisty” można znaleźć ich kilka tysięcy (na ponad dwa miliony wszystkich odnotowanych form słów):&lt;/p&gt;&lt;pre&gt;&lt;code&gt;$ egrep '^[^aeioóuyąę]*(y|i?[aeouóąę])[^aeioóuyąę]*$' osps.txt | wc -l
5975
&lt;/code&gt;&lt;/pre&gt;&lt;p&gt;Z tego przydatnych i możliwych do użycia w nieudziwnionym języku jest zapewne nie więcej niż tysiąc; reszta to dziwolągi w stylu &lt;em&gt;angst&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;alb&lt;/em&gt; i &lt;em&gt;agf&lt;/em&gt; (wybrałem parę na chybił trafił z pierwszej dziesiątki). Wybranie z tego tysiąca piętnastu wzajemnie rymujących się trójek, stanowiących w dodatku trafne ekwiwalenty kawałków oryginału, wydaje się graniczyć z niemożliwością.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nawet gdyby się to jednak udało, pozostaje kwestia naturalnej zwięzłości języka angielskiego, której nie ma polszczyzna. Jest w „Toccacie” wiele półwersowych fraz składających się tylko z jednosylabowych słów i brzmiących bardzo naturalnie, jak choćby „It’s as if I saw it all.” Jak powiedzieć po polsku w siedmiu sylabach „Tak, jak gdybym to wszystko widział”? Albo „Venice spent what Venice earned” – dwukrotne powtórzenie nazwy Wenecji jest tu bardzo znaczące, ale jedno z nich trzeba by w polskiej wersji wyrzucić, żeby mieć niezerową ilość miejsca, a i tak będzie bardzo trudno dobrze oddać tę frazę. Albo te wielokrotne echolalie, „those suspensions, those solutions”, „dear dead women”...&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie, moim zdaniem się nie da. &lt;a href="http://www.victorianweb.org/authors/rb/toccata.html"&gt;Wsłuchajmy się&lt;/a&gt; w bicie dzwonów bazyliki św. Marka, rozbrzmiewające dobitnie w oryginale.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na zakończenie wspomnę, że cytowany tu fragment pochodzi z późniejszej, częściej spotykanej redakcji wiersza. W pierwszej wersji, tej z &lt;em&gt;Women and Men&lt;/em&gt;, trzecia linijka brzmiała:&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p&gt;But although I give you credit, ’tis with such a heavy mind!&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;</content>
  </entry>
</feed>
