<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom">
  <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2019:category:duolingo</id>
  <title>Daniel Janus – Duolingo</title>
  <link href="http://plblog.danieljanus.pl/category/duolingo/"/>
  <updated>2026-08-02T00:00:00Z</updated>
  <author>
    <name>Daniel Janus</name>
    <uri>http://danieljanus.pl</uri>
    <email>dj@danieljanus.pl</email>
  </author>
  <entry>
    <id>tag:plblog.danieljanus.pl,2026-08-02:post:lorca</id>
    <title>Lelek jest nową sową</title>
    <link href="http://plblog.danieljanus.pl/lorca/"/>
    <updated>2026-08-02T00:00:00Z</updated>
    <content type="html">&lt;div&gt;&lt;h2 id="marudzenie"&gt;Marudzenie&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Jeśli wszystko pójdzie dobrze i nic mi się nie omsknie, to 11 listopada tego roku mój streak w Duolingo osiągnie okrągłe 2048 dni.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przez te ponad pięć i pół roku przerobiłem cały kurs języka ukraińskiego, większość kursu hiszpańskiego, kawałek irlandzkiego (we wszystkich tych przypadkach z językiem angielskim jako źródłowym), a także lwią część kursu szachowego. Z tego zdecydowanie najwięcej czasu (i XP-ków) zainwestowałem w hiszpański. Również ten kurs uważam za najporządniej zrobiony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Duolingo hiszpańskie dużo mi dało. Startowałem od zera, jeśli nie liczyć tych kilku fraz, które wszyscy znamy z popkultury – i po jakimś roku codziennego karmienia zielonej sowy zorientowałem się z niejakim zdziwieniem, że jestem w stanie prowadzić w miarę swobodną konwersację ze sprzedawcą w sklepie z kawą w Corralejo. Nie tylko o tym, co chcę kupić, ale też na tematy ogólne. Jasne, że brakowało mi wielu słów i czasem potrzebowałem wysławiać się bardzo dookoła i machać rękami, ale umiałem się dogadać!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To była pandemiczna wiosna roku 2021. Pięć lat później nadal codziennie karmię sowę (no dobrze, wykorzystałem po drodze pewnie jakieś kilkadziesiąt &lt;em&gt;streak freeze&lt;/em&gt;-ów), ale mam coraz silniejsze sfrustrowane poczucie, że robię to już raczej z rozpędu niż dla obiektywnych korzyści.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ma to dwojakie przyczyny. Jedną jest samo to, &lt;em&gt;jak&lt;/em&gt; działa Duolingo: kładzie ono duży nacisk na słownictwo, a gramatykę poznaje się niejako „przy okazji” i tylko w takim zakresie, jaki jest potrzebny do konstruowania poprawnych zdań w dotychczas poznane sposoby. Brzmi to sensownie – i jest całkiem sensowne na wczesnym etapie, ale czasem ma się wrażenie, że trzeba reguły gramatyczne odkrywać we własnym zakresie, jak wyjście z labiryntu, zamiast po prostu przeczytać sobie, jakie one są. Na przykład w żadnym momencie kurs nie wyjaśnia, że uczy latynoamerykańskiego wariantu języka, więc nigdzie nie pojawiają się zaimki &lt;em&gt;vosotros/vosotras&lt;/em&gt; ani pasujące do nich formy odmiany czasowników. Albo że woda jest rodzaju żeńskiego, mimo że łączy się z przedimkiem &lt;em&gt;el&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Przez jakiś czas przed każdą grupą lekcji pojawiały się kawałki gramatyki, podawane w przystępnej formie – i zniknęły. Tu dochodzimy do drugiego, wielkiego źródła problemów z Duolingo, któremu na imię gównowacenie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Duolingo przypomina mi McDonald’s. Harry J. Soneborn, pierwszy prezes McDonald’s Corporation, powiedział kiedyś, że McDonald’s nie jest wcale firmą z branży restauracyjnej, tylko z branży nieruchomości: „sprzedajemy hamburgery tylko dlatego, że stanowią źródło przychodu, z którego nasi najemcy mogą płacić nam czynsze.”&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Podobnie Duolingo: to nie jest aplikacja do nauki języków. Nie taki jest jej cel i sens istnienia. To jest aplikacja do pokazywania użytkownikom reklam, a jedyny powód, dla którego można się tam pouczyć hiszpańskiego czy włoskiego, jest taki, że zbudowano dookoła tego sprawnie działający system incentywizacji, który &lt;em&gt;zmusza&lt;/em&gt; niepłacących użytkowników do oglądania reklam, jeśli chcą osiągnąć swój cel. Temu służą wszystkie zmiany na gorsze, na które psioczy każdy znany mi użytkownik sowy: likwidacja forum, reorganizacja materiału, usunięcie wskazówek gramatycznych, wprowadzenie systemu „energii” zamiast „serduszek”.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jest więc jak zwykle w kapitalizmie – mamy do czynienia z rozbieżnością celów producenta i konsumenta. Ten drugi chce się nauczyć języka możliwie skutecznie, a przy tym tanio lub w ogóle najlepiej za darmo; ten pierwszy chce zarobić za wszelką cenę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Kategorycznie nie zgadzam się ze wspieraniem takiego modelu biznesowego i między innymi dlatego nigdy nie wykupiłem w Duo płatnej subskrypcji (pewnie bym wykupił, gdyby poszli po prostu w udostępnianie partii kursów tylko płacącym użytkownikom). Zaciskam zęby, oglądam reklamy i coraz częściej zastanawiam się, po co mi to wszystko.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaczynam więc rozważać strategię wyjścia. Może 2048 dni to jest idealny &lt;em&gt;streak&lt;/em&gt;, żeby zakończyć nim swoją przygodę z sową? Może czas zastanowić się nad dalszą strategią nauki języka, skuteczniejszą niż historyjki o tacie Juniora i jego przyjaciołach?&lt;/p&gt;&lt;h2 id="odkrycia"&gt;Odkrycia&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Mówią ludzie, że po osiągnięciu jako takiej biegłości w rozumieniu dużo daje oglądanie znanych filmów czy seriali ze ścieżką audio i napisami w języku, którego się uczymy. Fajnie, tylko że nie jestem szczególnie filmowy. Od wielkiego dzwonu zdarza mi się wpaść na pomysł „a może coś obejrzymy?” Silniej i bardziej absorbująco działa na mnie słowo pisane niż obraz czy dźwięk. Jakoś tak jest skonstruowany mój umysł.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wracam myślami do czasów licealnych, kiedy usiłowałem wydźwignąć swój angielski ponad poziom szkolno-poprawny. W którymś momencie zacząłem dużo czytać po angielsku ze słownikiem w ręku – najpierw specjalne adaptacje powieści z uproszczonym językiem, potem po prostu powieści, cokolwiek mi wpadło w ręce (pamiętam, że zachłystywałem się Sherlockiem Holmesem i „Wodnikowym Wzgórzem” w oryginale). W którymś momencie pojawił się Internet, a dalej to już samo poszło.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Doskonalenie języka przez czytanie książek w oryginale wymaga jednak pewnego progu wejścia i wydaje mi się, że jeszcze go nie osiągnąłem, choć jestem blisko. Przy odpowiednio dużym zasobie słownictwa można słownikiem posiłkować się stosunkowo rzadko, nawet jak się nie rozumie wszystkiego, domyślając się z kontekstu znaczenia nieznanych słów. Tymczasem z podstawowym, kilkutysięcznym słownictwem na poziomie mniej więcej B1 mogę czytać, powiedzmy, Pérez-Revertego – ale bardzo powoli i zaglądając do słownika nader często. Przypomina to brnięcie przez bagno, jest frustrujące i mało satysfakcjonujące.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tymczasem zupełnie niedawno sięgnąłem na półkę po „Utwory wybrane” (&lt;em&gt;Obras selectas&lt;/em&gt;) Federica Garcíi Lorki, przywiezione z małej księgarenki w Barcelonie. I wsiąknąłem po uszy w wiersze.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Wynotowanie nieznanych słów z kilkudziesięciolinijkowego wiersza, sprawdzenie ich w słownikach i narysowanie sobie w głowie obrazów, którymi mówi Lorca, mieści się w jednym wieczorze. I choć tempo brnięcia przez tekst nie jest większe niż przez powieści, przerobienie wiersza daje dużą satysfakcję i poczucie sukcesu. Poezja jest po prostu krótsza i bardziej skondensowana.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lorca jako symbolista kreśli nader plastyczne obrazy, które nie zawsze są tym, czym się wydają. I jak Norwid – odpowiednie daje rzeczy słowo. Moja dusza językowego świra jest zachwycona! Kiedy na przykład w nokturnie „Przedmieście Kordoby” pada zdanie: &lt;em&gt;La noche se derrumba&lt;/em&gt; (dosł. „Noc zawala się”), myślę sobie: czy to jest czasownik, którego w codziennej mowie można by użyć na określenie zapadającej nocy, czy też to jest niezwykłe, poetyckie? Albo dlaczego mamy w tym samym wierszu &lt;em&gt;las gentes&lt;/em&gt;, nietypową formę mnogą od rzeczownika zbiorowego &lt;em&gt;la gente&lt;/em&gt; (ludzie), normalnie używanego w liczbie pojedynczej? Albo (to już „Romanca o księżycowej pełni”) czy o każdym ptaku można po hiszpańsku powiedzieć, że śpiewa (&lt;em&gt;canta&lt;/em&gt;), nawet kiedy ten śpiew nie jest szczególnie melodyczny i ma postać huczenia, skrzeczenia albo innych podobnych dźwięków?&lt;/p&gt;&lt;figure class="image"&gt;&lt;img alt="Notatki robocze" src="/img/blog/lorca-zeszyt.jpg" title="Notatki robocze" /&gt;&lt;figcaption&gt;Notatki robocze&lt;/figcaption&gt;&lt;/figure&gt;&lt;p&gt;Szukam odpowiedzi na takie pytania po redditach i innych forach, a także zadaję je ChatowiGPT dla treningu. (Jeśli chodzi o elemelki, jestem sceptykiem, ale akurat używanie ich do celów edukacyjnych – z głową i ze świadomością potencjału halucynacyjnego – uważam za uprawnione.) Czasem nie ma łatwej odpowiedzi i trafiam wtedy na trop fascynującej zagadki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na przykład ten śpiewający, a naprawdę hukająco-warczący ptak, o którym wspominałem, to w oryginale &lt;em&gt;la zumaya&lt;/em&gt;. Co to jest „zumaya”? Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi i trafiłem na artykuł naukowy (Sibbald 1992) poświęcony w całości zagadnieniu, jakiego ptaka Lorca miał na myśli. Autorka zwraca uwagę, że hiszpańskie słownictwo ornitologiczne jest znacznie mniej precyzyjne, a słowo &lt;em&gt;zumaya&lt;/em&gt; jest regionalizmem, który może oznaczać jedenaście różnych gatunków z sześciu różnych rodzin! Może to puchacz, puszczyk, syczek, lelek, a może ślepowron?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Po przeprowadzeniu porządnej analizy symboliki Lorki i egzegezy folklorystyczno-mitologicznej Sibbald konkluduje, że chodzi jednak o lelka kozodoja (&lt;em&gt;Caprimulgus europaeus&lt;/em&gt;). W szczególności przywołuje argument o tym, że lelek był ptakiem utożsamianym z Lilith i to o nim wspomina Księga Izajasza 34:14, kiedy mówi o stworzeniach zamieszkujących ruiny spustoszonego Edomu. (Pytanie za sto punktów: czy to przypadek, że „lelek” po polsku brzmi prawie jak „Lilith” po hebrajsku?)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zaciekawiony, obłożyłem się rozmaitymi tłumaczeniami Lorki na polski i sprawdzam, jak sobie z tym i innymi problemami radzą rozmaici tłumacze (spoiler: większość decyduje się na puszczyka). Ale ta analiza porównawcza przekładów i zestawianie ich z moim własnym rozumieniem oryginału daje niesamowite poczucie bliskiego, intymnego, głębokiego kontaktu ze słowami, z językiem.&lt;/p&gt;&lt;figure class="image"&gt;&lt;img alt="W BUW-ie znalazłem sześć tomików z tłumaczeniami Lorki. To nie wszystkie, jakie wyszły po polsku, ale na razie wystarczy." src="/img/blog/lorca-przeklady.jpg" title="W BUW-ie znalazłem sześć tomików z tłumaczeniami Lorki. To nie wszystkie, jakie wyszły po polsku, ale na razie wystarczy." /&gt;&lt;figcaption&gt;W BUW-ie znalazłem sześć tomików z tłumaczeniami Lorki. To nie wszystkie, jakie wyszły po polsku, ale na razie wystarczy.&lt;/figcaption&gt;&lt;/figure&gt;&lt;p&gt;Mam na razie za sobą trzy wiersze i coś czuję, że na tym się nie skończy. Pewnie nie ułatwi mi to konwersacji na tematy codzienne, ale co tam. Bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście.&lt;/p&gt;&lt;h2 id="odniesienia"&gt;Odniesienia&lt;/h2&gt;&lt;p&gt;Sibbald, K. M. (1992). ‘Cómo canta la zumaya’: An Ornithological Excursus on Lorca’s ‘Romance de la luna, luna.’ Bulletin of Hispanic Studies, 69(sup2), 267–274. &lt;a href="https://doi.org/10.1080/0007490X.1992.12035764"&gt;https://doi.org/10.1080/0007490X.1992.12035764&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;</content>
  </entry>
</feed>
